Jakiś czas temu głośno było o sesji Vogue z modelką o niewyobrażalnie wąskiej talii. Była ona stylizowana na Ethel Granger, kobietę posiadającą faktycznie, najwęższą talię na świecie. Cała ta sesja, która wywołała burzę, była właściwie pewnym ukłonem w stronę wyżej wymienionej.Zdziwiła mnie ostra reakcja fundacji na rzecz walki z anoreksją i środowisk sympatyzujących, które oburzone były zdjęciami, które w ich mniemaniu propagują anoreksję i głodzenie się.
Jeżeli odniosę się do pierwowzoru czyli pani Ethel to w żadnej mierze nie była ona, w moim mniemaniu, propagatorką odchudzania - była propagatorką modyfikacji ciała! Jestem dopiero w trakcie czytania jej biografii (linktu!) ale wynika z niej, że po prostu od najmłodszych lat (najmłodszych tzn. jak tylko zadała sobie sprawę, że właśnie na takiej, a nie innej talii, niezmiernie, jej zależy) nosiła bardzo mocno dopasowany gorset i systematycznie ściskała go by nadać swej talii pożądany kształt. Z biegiem czasu żebra nie miały już kształtu charakterystycznego dla przeciętnego człowieka.
Dlatego piszę, że była propagatorką modyfikacji gdyż dla mnie jest to ingerencja w budowę ciała ale nie na poziomie choroby tylko świadomej decyzji. Jest to ingerencja przy użyciu pewnych zewnętrznych narzędzi a nie ingerencja polegająca na odmawianiu sobie pożywienia, które gwarantuje nam zdrowie i życie.
Jasne jest, że kobieta ważąca 100kg przy wzroście 160cm nie będzie miała tak wąskiej talii jak pani Granger ale nie uważam żeby jej waga była wagą alarmującą. Po prostu była szczupła a "talia osy" to wynik pracy gorsetu a nie głodzenia się.
Podoba mi się, że w czasach, w których żyła Ethel Granger udało jej się mieć na tyle otwarty umysł i być na tyle oryginalną oraz mieć zupełnie niestandardowy pomysł na siebie by stać się jedną z pierwszych osób modyfikujących świadomie swoje ciała wierząc, że jest to zdobienie/upiększanie ciała a nie okaleczanie go.
Aaaa dodatkowo piercing też nie był jej obcy!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz